Ostatnio aktualizowane: 01.12.21

 

Wprowadzamy od lat coraz więcej innowacji, które mają polepszyć nasze życie. W związku z tym gramy teraz choćby w darmowa kasa za rejestrację bez depozytu bez wychodzenia z domu. Jednak w przypadku codziennych sytuacji zwraca się uwagę na to, aby nowe rozwiązania były nie tylko funkcjonalne, lecz i ekologiczne. Dziś szansą są oczywiście samochody elektryczne. Jednak tempo ich wprowadzania sprawia, że lepszym wyjściem będą po prostu rowery.

 

Za mało możliwości dla elektryków

Jak doskonale wiemy, zmiany w celu ograniczenia ocieplenia klimatu wymagają natychmiastowych działań, co nie jest takie proste ze względu na ograniczenia technologiczne. W 2020 roku mniej więcej 1 na 50 samochodów napędzany był energią elektryczną. To już całkiem spory progres, jednak gdybyśmy chcieli zastępowaćw takim tempie elektrykami wszystkie samochody na benzynę czy ropę, to proces ten trwałby nawet 20 lat. Pokazuje to zatem, że niestety wiele nam brakuje do osiągnięcia zera emisji w przemyśle samochodowym. A przecież trzeba pamiętać, że choć tempo zmian może być szybsze w Anglii, Niemczech czy Francji, to w krajach Wschodniej Europy czy Azji nie ma co liczyć na szybkie zmiany.

Ograniczenia emisji wynikające z zastąpienia wszystkich tych silników spalinowych alternatywami bezemisyjnymi następują zbyt szybko, aby zapewnić niezbędną różnicę w czasie, który możemy zaoszczędzić. W takiej sytuacji rozwiązanie kryzysu związanego z klimatem i zanieczyszczeniem powietrza wymaga jak najszybszego ograniczenia wszelkiego transportu zmotoryzowanego, zwłaszcza samochodów prywatnych. Aktualnie skupiamy się wyłącznie na pojazdach elektrycznych, co spowalnia nasze starania o zerową emisję. Trzeba przecież pamiętać o tym, że samochody elektryczne nie są tak naprawdę bez emisji. Już samo wydobywanie surowców do ich akumulatorów, ich produkcja, jak i wytwarzanie energii elektrycznej,którą są napędzane, powoduje emisje.

Transport jest na chwilę obecną jednym z najtrudniejszych sektorów do dekarbonizacji ze względu na duże zużycie paliw kopalnych, jak i również samą zależność od infrastruktury, jaką są drogi, lotniska czy same pojazdy. Od dawna mamy ponadto styl życia oparty na samochodach. Ciężko zatem będzie skłonić mieszkańców choćby wielu stanów w USA, aby przesiedli się z potężnych pickupów na samochody elektryczne o mniejszej mocy czy ograniczeniach w zasięgu.

Prosta i tania alternatywa

Nie od dziś jednak wiemy, że jednym ze sposobów na stosunkowo szybkie zmniejszenie emisji pochodzących z transportu, jest zamiana samochodów na rowery, elektryczne rowery, hulajnogi czy po prostu więcej spacerów. Już od pewnego czasu miasta inwestują w ścieżki rowerowe, dzięki czemu łatwiej jest się mieszkańcom dostać z przedmieść, konkretnych dzielnic do centrum czy też obszarów, w których znajdują się fabryki, biura. Aktywne podróżowanie rowerem jest tańsze, zdrowsze, lepsze dla środowiska i uwalnia nas od zatłoczonych ulic miejskich. Sama jazda rowerem do pracy, na zakupy to od razu zauważalny niższy ślad węglowy. Przeprowadzono badania w kilku większych miastach Europy, gdzie okazało się, że osoby częściej jeżdżące, zazwyczaj regularnie do pracy, na rowerze miały około o 84% niższą emisję dwutlenku węgla od osób, które korzystały z samochodów. Każda osoba, która przesiadła się z samochodu na rower, i to zaledwie na jeden dzień w tygodniu, jest w stanie zmniejszyć emisję CO2 o 3,2 kg, co odpowiada mniej więcej 10 km jazdy samochodem. Zatem badania pokazują nam, że emisje dzięki jeździe na rowerze mogą być ponad 30 razy niższe w przypadku każdej podróży niż podczas jazdy klasycznym autem i około 10 razy niższe niż w przypadku jazdy samochodem elektrycznym.

Według szacunków, gdyby tylko co piąty mieszkaniec miast na stałe zmienił sposób podróżowania w ciągu najbliższych kilku lat, to bylibyśmy w stanie zmniejszyć częstotliwość podróży samochodowych w Europie o około 8%.

 

 

Dodaj komentarz

0 KOMENTARZ